Dlaczego aranżacja przestrzeni w sklepie stacjonarnym ma kluczowe znaczenie

Przestrzeń sklepowa to nie jest „magazyn z ładnymi półkami”. Za każdym razem, gdy wchodzę do sklepu klienta, widzę albo świetnie zaprojektowaną maszynę do zarabiania pieniędzy, albo chaos, który sam sobie podcina sprzedaż. Układ sklepu, ekspozycja, oświetlenie i komunikacja wizualna decydują o tym, jak długo klient zostanie w środku, jak się będzie czuł i ile finalnie wyda.

W praktyce 70–80% decyzji zakupowych zapada przy półce. To oznacza, że najważniejsze bitwy o portfel klienta toczą się dosłownie na kilku centymetrach frontu produktu. Kiedy porządkuję ekspozycję według sensownego planogramu, widzę wzrost sprzedaży danej kategorii na poziomie 5–15%, a dobrze zrobione projekty potrafią przekroczyć 20%. Dodatkowo spójne standardy ekspozycji zmniejszają braki na półkach o 15–30% – klient widzi, że produkt jest, zamiast odwrócić się na pięcie, bo półka „świeci pustkami”.

Aranżacja to także funkcjonalność. W jednym ze sklepów budowlanych, z którym pracowałem, samo uporządkowanie szerokości alejek i logiki prowadzenia klienta skróciło średni czas szukania produktu o około 25%. W sklepie z elektroniką, po dodaniu sensownie zaprojektowanej strefy demonstracyjnej, konwersja wzrosła o kilkanaście procent – klienci po prostu przestali „tylko oglądać”, a zaczęli kupować.

Układ i estetyka sklepu nie mogą być „ustawione raz na zawsze”. Realnie powinny się zmieniać przynajmniej cztery razy w roku lub przy większych kampaniach – dokładnie wtedy, kiedy zmieniają się potrzeby klientów. Sklep, który wygląda cały rok tak samo, po prostu przestaje być widoczny.

Dla porządku spójrzmy na najważniejsze efekty konkretnych działań:

Element aranżacji Efekt / Wpływ Wartość procentowa lub opisowa
Decyzje zakupowe przy półce Kluczowy moment wpływający na zakup 70–80% decyzji zapada w sklepie, na półce
Optymalizacja planogramów Wzrost sprzedaży kategorii +5–15%, w dobrych projektach nawet ponad 20%
Spójne standardy ekspozycji Redukcja braków ekspozycyjnych Ograniczenie o 15–30%, wzrost przychodów sklepu
Szerokość alejek Skrócenie czasu znalezienia produktów Redukcja czasu o 20–30%
Strefy demonstracyjne Zwiększenie konwersji w branży elektronicznej Wzrost konwersji o 10–25%
Aktualizacja układu i estetyki Podtrzymanie zainteresowania i świeżości oferty Co najmniej 4 razy w roku lub przy kampaniach

Z mojego punktu widzenia dobra aranżacja sklepu to narzędzie sprzedaży, a nie „koszt wystroju”. Tam, gdzie właściciel traktuje ją jak inwestycję, zazwyczaj widzę wyższą sprzedaż, mniej chaosu operacyjnego i bardziej lojalnych klientów.

Od czego zacząć projektowanie przestrzeni sklepu?

Najczęściej słyszę: „Paweł, od czego w ogóle zacząć? Od półek, kolorów, kas?”. Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje – zaczynam od ludzi, którzy mają do tego sklepu wejść.

Pierwszy krok to dokładna analiza grupy docelowej i asortymentu. Inaczej projektuję przestrzeń dla sklepu convenience na osiedlu, a inaczej dla showroomu z premium modą. Interesuje mnie, kto przychodzi, jak się porusza, ile ma czasu, z czym ma największy problem. W jednym z małych osiedlowych sklepów od samej obserwacji ruchu klientów zaczęliśmy zmianę – okazało się, że 80% osób wchodziło tylko „po szybkie rzeczy”, a sklep był ułożony jak mini hipermarket.

Dopiero na tym fundamencie powstaje plan pomieszczeń. Zależy mi, żeby każdy metr kwadratowy pracował, ale jednocześnie, żeby klient mógł się swobodnie poruszać. Strefa wejściowa powinna być otwarta – bez „ściany towaru” od progu. Człowiek potrzebuje kilku kroków, żeby oswoić się z przestrzenią, złapać orientację, spojrzeć w prawo, w lewo, dopiero potem jest gotowy na ekspozycję.

Większość klientów po wejściu instynktownie skręca w prawo. To nie teoria z podręcznika, tylko coś, co widziałem na dziesiątkach nagrań z kamer. Dlatego główne ciągi komunikacyjne projektuję właśnie pod ten ruch: szerzej, czytelniej, z lepszą nawigacją. To te trasy „niosą” klienta przez sklep.

Zamiast myśleć: „gdzie wcisnąć jeszcze jedną półkę?”, wolę zadać pytanie: „jak sprawić, żeby klient naturalnie przeszedł przez kluczowe strefy i nic go po drodze nie irytowało?”. Gdy tak podejdziesz do planu pomieszczeń, zaczynasz projektować sklep dla ludzi, nie dla towaru.

Dobór układu sklepu, tras zakupowych i planu pomieszczeń

Układ sklepu musi pasować do formatu i klienta. W hipermarkecie priorytetem jest jasny podział na strefy i szerokie aleje, w butiku z modą premium – bardziej kameralna atmosfera i wyselekcjonowane ekspozycje. Gdy pracowałem z niewielkim sklepem specjalistycznym z narzędziami, największym problemem nie był brak miejsca, tylko to, że klient nie wiedział, od czego zacząć szukanie. Po zmianie tras zakupowych od razu wzrosła średnia wartość paragonu.

Zawsze pilnuję kilku rzeczy naraz:

  • Trasy zakupowe. Klient ma czuć, że „wie, dokąd iść”, nawet jeśli jest pierwszy raz. Główne trasy prowadzę tam, gdzie naturalnie idzie wzrok – w prawo po wejściu, przez środek sklepu, z wyraźnie zaznaczonymi „zakrętami” w ciekawe strefy. Długie, monotonne alejki rozbijam dodatkowymi punktami zatrzymania – wyspą, standem, czasem nawet niewielką ławką lub wieszakiem z inspiracjami. To wymusza zatrzymanie i zwiększa szansę na zakupy impulsowe na końcach alejek.

  • Strefa wejściowa i witryna. Wejście – puste od towaru, ale mocne w pierwszym wrażeniu. Witryna to Twoja reklama 24/7. Jeden temat, ograniczona liczba produktów, spójna kolorystyka. Dobrze działa asymetryczne rozłożenie elementów wokół głównego produktu – witryna od razu staje się bardziej dynamiczna, a nie „jak z katalogu”. W wielu małych sklepach nikt tego nie stosuje, a efekt jest naprawdę zauważalny.

  • Strefy gorące i zimne. Najmocniej oblegane fragmenty sklepu (gorące) planuję tak, aby sprzedawały najważniejsze dla biznesu rzeczy. Strefy zimne najpierw identyfikuję (tu znów pomagają nagrania wideo i obserwacja), a później „podciągam” je oznaczeniami, promocjami, dodatkową ekspozycją.

Ciekawa obserwacja z mojej praktyki: klienci skanują półki od lewej górnej strony, skupiając największą uwagę w środku regału. Prawy dolny róg jest praktycznie „martwy” – mało kto tam świadomie patrzy. Jeśli w tym miejscu trzymasz strategiczny produkt, to realnie go chowasz.

PRO TIP: długie aleje działają jak autostrada – klient przyspiesza i tylko „przelatuje” wzrokiem. Przerywaj je co kilka metrów ciekawym elementem: standem z inspiracją, lustrem, małym plakatem, a w większych sklepach nawet designerską sofą. Ludzie zwalniają, rozglądają się, a to automatycznie podnosi sprzedaż produktów impulsowych.

Zarządzanie asortymentem i ekspozycją: półki, strefy gorące i zimne

Gęstość półek to temat, na którym wielu właścicieli „przegrywa”. Zbyt dużo towaru na metr bieżący półki nie zwiększa sprzedaży, tylko poziom frustracji. Zbyt mało – sprawia wrażenie pustki i nieefektywnego sklepu. Kilka razy spotkałem się z sytuacją, że właściciel był przekonany, że ma „bogatą ofertę”, a klienci mówili wprost: „u was mało rzeczy”.

Dlatego łączę kilka zasad:

  • Czytelna gęstość. Ekspozycja ma być przejrzysta. Klient po jednym rzucie oka powinien rozumieć, co jest czym i do czego służy. Chaos ilościowy zabija decyzję zakupową.

  • Logika ułożenia. Grupuję produkty według kategorii, funkcji lub sytuacji użycia. Zestawiam produkty komplementarne – pasta do zębów obok szczotek, makarony obok sosów, wiertła obok wiertarek. Cross-selling robi się wtedy „sam”.

  • Planogramy. Korzystam z nich nawet w małych sklepach. Ustalam, ile frontów ma mieć dana marka, gdzie jest poziom wzroku, jak prowadzę klienta po półce. Spójne standardy redukują braki ekspozycyjne – półka z góry wie, jak ma wyglądać, więc łatwiej wychwycić „dziury”.

Tutaj dochodzi jeszcze kwestia wysokości. Produkty o najwyższej marży umieszczam najczęściej na wysokości 120–160 cm – to poziom wzroku większości klientów. Najcięższe opakowania lądują niżej, żeby klient nie musiał z nimi walczyć na wysokości barków. Wielu sprzedawców odruchowo daje najtańsze rzeczy na dole, a droższe „gdzieś wyżej”, bez myślenia o marżowości – to prosty błąd, który regularnie poprawiam.

Bardzo dobrze działa też multifacing, czyli powielanie tego samego produktu na kilku sąsiadujących frontach oraz na różnych wysokościach. Klient ma wtedy wrażenie, że produkt „jest wszędzie”, co wzmacnia jego zapamiętanie i poczucie „pewności” wyboru.

Strefy gorące wykorzystuję do maksymalizacji sprzedaży:

  • Eksponuję tam bestsellery, nowości i produkty o wysokiej marży.
  • Dbam o mocną, ale klarowną komunikację: cena, korzyść, wyróżnik.
  • Tworzę gotowe zestawy użycia (np. płaszcz + szalik + rękawiczki).

Z kolei na końcach alejek w mniejszych sklepach świetnie sprawdzają się kosze z uzupełniaczami – rękawiczkami, szalikami, dodatkami sezonowymi. To klasyczne miejsce na zakup impulsowy, które łatwo przeoczyć, jeśli końce alejek są puste lub wtapiają się w tło.

No i wreszcie strefa kas. Tam umieszczam przekąski, drobne dodatki, małe gadżety. Wykorzystuję fakt, że klient jest już trochę zmęczony zakupami i bardziej podatny na „a dobra, dorzucę jeszcze to”. W jednym z projektów sama zmiana asortymentu przy kasach zwiększyła sprzedaż impulsową o kilkadziesiąt procent.

PRO TIP: kontroluj gęstość półek sezonowo. W szczycie sezonu możesz „zagęścić” ekspozycję na kategoriach, które rotują najszybciej. Po sezonie oczyść półki – mniej produktów, lepiej pokazanych, daje wrażenie porządku, a nie wyprzedaży z magazynu.

Oświetlenie, kolory i komunikacja wizualna

Oświetlenie jest jednym z tych elementów, które klienci niby „nie widzą”, ale czują od pierwszego kroku. Pamiętam sklep z odzieżą, w którym ubrania wyglądały na wypłowiałe, a właściciel narzekał na „słabą jakość kolekcji”. Winne okazały się stare, żółte lampy, które zabijały kolory.

Zaczynam od dwóch poziomów światła:

  • Oświetlenie ogólne – równomierne, jasne, pozwalające klientowi komfortowo zobaczyć całą przestrzeń. Dzięki niemu sklep wygląda czysto, nowocześnie, bez „ciemnych dziur”.

  • Oświetlenie akcentowe – punktowe reflektory na kluczowe produkty, wyspy promocyjne, manekiny. To tutaj można zagrać nastrojem, podkreślić strukturę materiałów, połysk, detale.

Na witrynach świetnie działa rzadko używany trik: punktowe oświetlenie skierowane nie tyle na produkty, co na przechodniów – tak, aby delikatnie „zahaczyć” ich wzrok. Nie chodzi o oślepianie, tylko o to, żeby witryna „żyła” również wieczorem. Kilku klientom wdrożyłem to rozwiązanie i zauważyli wyraźnie większą liczbę wejść po zmroku.

Kolory w sklepie muszą grać z marką. Stonowane barwy, dużo bieli i szarości dobrze sprawdzają się w sklepach, które chcą budować wizerunek jakości i spokoju. Intensywne kolory lepiej dawkuję – jako akcenty, nie jako tło, bo męczą przy dłuższym pobycie. Konsekwencja jest kluczowa: to, co klient zobaczy w witrynie, powinno mieć swoje odbicie w środku.

Komunikacja wizualna to „nawigacja” klienta. Oznaczenia kategorii, kierunkowe strzałki, ceny, informacje o promocjach – wszystko musi być:

  • czytelne z odległości,
  • napisane prostym językiem,
  • spójne graficznie.

UWAGA: zbyt wiele komunikatów zabija każdy przekaz. Widziałem sklepy, gdzie klient dosłownie tonął w kartkach „promocja”, „hit”, „supercena” – po chwili przestawał widzieć cokolwiek.

Dobrze zaprojektowane oświetlenie, kolory i komunikaty potrafią wyprowadzić klienta od drzwi, przez kluczowe strefy aż do kasy, praktycznie bez pomocy obsługi.

Wyposażenie, ergonomia i modułowe rozwiązania

Wyposażenie sklepu to nie „meble z katalogu”, tylko narzędzie pracy. Zdarza mi się wejść do sklepu, w którym regały są tak wysokie, że nawet obsługa ledwo sięga do górnych półek. Klient czuje się wtedy jak w magazynie, a nie w miejscu, gdzie ktoś ułatwia mu wybór.

Dlatego myślę o ergonomii na kilku poziomach:

  • Wysokość półek dopasowuję do profilu klienta. Sklep dla seniorów? Produkty pierwszej potrzeby na wysokości od pasa do wzroku, nic kluczowego w skłonach czy na samym szczycie. Młodsza grupa? Można mocniej wykorzystać wyższe partie, ale i tak najważniejsze rzeczy idą w „strefę wzroku”.

  • Szerokość alejek dostosowuję tak, żeby minęły się dwie osoby z koszykami, w sklepach DIY czy marketach budowlanych także z wózkiem na długie towary. Zbyt wąsko – ludzie się ocierają i denerwują, zbyt szeroko – tracisz cenną przestrzeń, a wrażenie „pustki” obniża odczuwaną wartość oferty.

  • Meble modułowe i systemy półek. Stawiam na konstrukcje, które łatwo przeorganizować. Regulowane, modułowe systemy półek, które można szybko dostosować do sezonu, promocji czy zmiany kategorii, będą w najbliższych latach standardem, szczególnie w sklepach convenience. Już widzę, jak sieci lokalne zaczynają je wdrażać, bo pozwalają robić „mini remodeling” dosłownie w jedną noc.

W niektórych większych sklepach celowo wstawiam elementy, które formalnie „nie sprzedają” – designerską sofę, ciekawie oprawione lustro, mocny plakat. Co kilka metrów takie „przystanki” spowalniają klienta. Kiedy ludzie wolniej się przemieszczają, mają więcej czasu, żeby coś zauważyć, dotknąć, przymierzyć, dopytać.

Ważnym elementem są także wydzielone strefy testowe – miejsce, gdzie można dotknąć elektroniki, przymierzyć ubranie, sprawdzić działanie narzędzia. Kiedy klient wejdzie w interakcję z produktem, rośnie szansa, że z nim wyjdzie.

Nowe technologie i omnichannel w aranżacji sklepu

Nowe technologie w sklepie to nie gadżety „dla lansu”, tylko kolejne narzędzie pod wyniki. W jednym z projektów wprowadziliśmy ekrany cyfrowe w strefie promocyjnej i przy kasach. Zamiast drukować co chwilę nowe plakaty, właściciel jednym kliknięciem zmieniał komunikat w całej sieci. Po kilku tygodniach widzieliśmy wyraźnie, które komunikaty lepiej „ciągną” sprzedaż.

Ekrany pozwalają:

  • dynamicznie prezentować ofertę,
  • podbijać wartość koszyka (np. proponując dodatki),
  • edukować klienta, gdy czeka w kolejce.

Drugie narzędzie to oprogramowanie do planogramów. Łączę w nim dane o sprzedaży i ruchu klientów z realną przestrzenią sklepu. Mogę zasymulować, co się stanie, gdy przeniosę daną kategorię, zmienię liczbę frontów czy wysokość ekspozycji – zanim ktokolwiek ruszy półki. To ogromna oszczędność czasu i nerwów.

Coraz częściej spinam też świat offline z online. Kody QR przy produktach dają klientom dostęp do pełnych opisów, opinii, wariantów kolorystycznych czy zakupu online, jeśli w sklepie brakuje rozmiaru. Kioski samoobsługowe zintegrowane z e‑commerce pozwalają dokończyć koszyk w internecie lub zamówić dostawę do domu, mimo że decyzja zapadła w sklepie.

Taka strategia omnichannel ma jeden cel: klient nie ma czuć różnicy między „online” a „offline”. Zaczyna w jednym miejscu, kończy tam, gdzie mu wygodniej, a Ty zarabiasz w obu kanałach.

Ekologia i zrównoważony rozwój w aranżacji sklepu

Temat ekologii w sklepie wraca ostatnio praktycznie na każdej konsultacji. Często słyszę: „Chcemy pokazać, że jesteśmy eko, ale bez sztucznego PR-u”. I słusznie – klienci bardzo szybko wyczuwają pozory.

Zaczynam od rzeczy namacalnych:

  • Materiały. Meble z certyfikowanego drewna, naturalne tkaniny, elementy z recyklingu – to nie tylko lepszy wizerunek, ale też często większa trwałość. Jeśli od początku myślisz o tym, że regał będzie kilka razy przebudowywany, wybierasz rozwiązania, które to wytrzymają.

  • Minimalizm. Mniej zbędnych elementów, bardziej przejrzyste półki, mniej jednorazowych dekoracji. Łatwiej to utrzymać w czystości, mniej rzeczy trzeba wyrzucać po sezonie, łatwiej zrobić szybkie zmiany bez tony śmieci.

  • Energooszczędne oświetlenie. LED-y o dobrze dobranej barwie nie tylko ograniczają rachunki, ale też poprawiają odbiór produktów. W kilku sklepach zrobiliśmy „lifting świetlny” i właściciele byli zaskoczeni, że towar zaczął wyglądać „jak nowy”, choć kolekcja się nie zmieniła.

Do tego dochodzą elementy projektowe: wykorzystanie światła dziennego, jeśli to możliwe, tak aby sztuczne oświetlenie było tylko uzupełnieniem, a nie głównym źródłem światła przez cały dzień. Przemyślany układ pozwala korzystać z tego, co daje budynek, zamiast ciągle kompensować braki lampami.

Ekologia to także elastyczność aranżacji. Jeżeli od startu zakładasz, że ekspozycje będą się zmieniać sezonowo, projektujesz je tak, by nie trzeba było wyrzucać połowy mebli przy każdej kampanii. Mniej nowych zakupów, mniej odpadów, niższe koszty – i realny argument w komunikacji z klientem, że działasz odpowiedzialnie.

Coraz więcej konsumentów naprawdę zwraca uwagę na te elementy. Jeśli widzą spójność między tym, co deklarujesz, a tym, jak wygląda Twój sklep, rośnie ich zaufanie i lojalność. Ekologia przestaje być „ładnym hasłem” i zaczyna być przewagą konkurencyjną.

Jak często zmieniać aranżację sklepu?

To jedno z trudniejszych pytań, bo nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Zbyt rzadkie zmiany sprawiają, że sklep „stygnie” – stali klienci przestają go zauważać. Zbyt częste – dezorientują i kosztują.

W praktyce dobrze sprawdza się rytm sezonowy: większe odświeżenie aranżacji co kilka miesięcy, z mocniejszymi akcentami przy kluczowych okazjach (święta, początek roku szkolnego, sezon letni/zimowy). W jednym sklepie odzieżowym, z którym pracowałem, wprowadziliśmy cykl czterech większych zmian w roku i kilku drobnych między nimi – wyniki i opinie klientów wyraźnie się poprawiły.

Kluczowa jest elastyczność. Jeżeli masz modułowe meble i sensownie zaplanowane półki, zmiana aranżacji nie musi oznaczać remanentu po nocy. Często wystarczy przesunięcie kilku regałów, wymiana części komunikatów, przełożenie kilku kategorii i odświeżenie witryny.

Myśl o zmianach aranżacji jak o inwestycji, nie o koszcie. Dobrze zaplanowane „przemeblowanie” ma się zwrócić wyższą sprzedażą, a nie tylko „ładniejszym wyglądem” na zdjęciach.

Czy oprogramowanie do planogramów ma sens w małym sklepie?

Krótko: tak, jeśli chcesz wycisnąć maksimum z przestrzeni. Rozumiem opór – w wielu małych sklepach słyszę: „To raczej dla sieciówek, u nas to za dużo roboty”. Tymczasem właśnie w małym sklepie każdy centymetr ma większe znaczenie.

Oprogramowanie do planogramów pomaga:

  • zaplanować optymalny układ produktów na półkach,
  • ustalić standardy ekspozycji dla całego sklepu,
  • zredukować sytuacje, w których produkt jest w magazynie, ale „nie ma go na półce”,
  • przewidzieć skutki zmian w układzie bez fizycznego przestawiania wszystkiego.

Widziałem małe sklepy, w których po wdrożeniu prostego narzędzia do planowania półek sprzedaż kilku kluczowych kategorii wzrosła dwucyfrowo. Głównie dlatego, że ekspozycja przestała zależeć tylko od „intuicji” pracownika, a zaczęła być świadomie zaprojektowana.

Często to narzędzie idzie w parze z innymi rozwiązaniami cyfrowymi – ekranami, systemami POS, integracją z e‑commerce. Razem tworzą uporządkowany ekosystem, w którym ekspozycja nie jest zlepkiem przypadkowych decyzji, tylko konsekwencją danych.

Łączenie estetyki z funkcjonalnością

Jedno z moich ulubionych zadań to moment, w którym właściciel mówi: „Chcę, żeby było ładnie, ale boję się, że będzie mniej praktycznie”. Dobra wiadomość jest taka, że te dwa światy da się bardzo dobrze połączyć.

Estetyka to:

  • spójne kolory,
  • dobrze dobrane materiały,
  • czyste linie,
  • konsekwentny styl od witryny po etykiety cenowe.

Funkcjonalność to:

  • logiczna ścieżka klienta,
  • intuicyjna nawigacja,
  • odpowiednie światło,
  • wygodne dotarcie do najważniejszych produktów.

Kiedy układ sklepu, ekspozycja, oświetlenie i komunikacja wizualna działają razem, klient ma wrażenie „tu wszystko ma sens”. Nie błądzi, nie musi co chwilę pytać obsługi, nie męczy się. A jednocześnie – chętnie tu wróci, bo to miejsce „wpada w oko”.

W praktyce bardzo często zaczynam od funkcji (jak ma płynąć klient, gdzie co ma znaleźć), a dopiero potem „ubieram to” w estetykę. Dzięki temu sklep nie jest ładną scenografią, tylko dobrze działającym środowiskiem sprzedażowym.

Najczęstsze pytania, które słyszę od właścicieli sklepów

Od czego zacząć projektowanie przestrzeni sklepu?

Zaczynam od klienta i asortymentu. Kim są osoby, które mają do Ciebie przychodzić? Po co przychodzą – po szybkie zakupy „po drodze”, czy po spokojne, dłuższe wybieranie? Jakie kategorie są najważniejsze dla biznesu? Na tej podstawie planuję układ, który:

  • prowadzi klienta naturalnymi trasami,
  • podkreśla kluczowe produkty,
  • nie przytłacza wejścia „ścianą towaru”,
  • pozwala łatwo znaleźć to, po co klient przyszedł.

Dopiero później schodzę do szczegółów typu dobór regałów, dekoracji czy technologii.

Jak zdecydować, które produkty umieścić w gorących strefach?

Patrzę przede wszystkim na:

  • bestsellery – bo ich brak w polu widzenia frustruje,
  • nowości – bo trzeba je „wprowadzić” klientowi w głowę,
  • produkty o wysokiej marży – bo tu każdy dodatkowy zakup bardziej podnosi wynik.

W gorących strefach ustawiam też produkty, które łatwo połączyć z innymi – wtedy cross-selling robi sporą część pracy. Kluczem jest klarowność: klient musi rozumieć, dlaczego coś jest wyróżnione.

Jak gęsto zapełniać półki?

Półki mają być pełne, ale nie przeładowane. Jeśli klient widzi ścianę podobnych produktów, bez jasnego podziału, jego mózg się wyłącza. Z mojej perspektywy dobra ekspozycja to:

  • przejrzyste grupy produktów według funkcji lub sytuacji użycia,
  • wystarczająco dużo „powietrza” między grupami,
  • powtarzalne wzorce (multifacing), które ułatwiają skanowanie półki,
  • brak „dziur”, w których nagle znikają całe marki lub kategorie.

Kiedy zachowasz ten balans, gęstość zaczyna wspierać sprzedaż, zamiast ją hamować.

Na koniec jedna obserwacja z terenu: sklepy, które traktują przestrzeń jako aktywne narzędzie sprzedaży – analizują ruch, testują ekspozycje, zmieniają układy, pracują z planogramami – niemal zawsze wygrywają z tymi, które „po prostu ustawiają towar”. Jeśli chcesz, żeby Twój sklep sprzedawał więcej, zacznij patrzeć na każdy metr kwadratowy jak na inwestycję, która ma się zwrócić. I to szybciej, niż Ci się wydaje.